MOJA PIERWSZA WYPRAWA NA RUMIJE
(1594 m n.p.m.)



Rumija jest najwyższym szczytem Pasma Rumija, w Górach Dynarskich. Rumija nie jest górą zbyt popularną i często jest omijana. Z wiadomych względów wygrywa tutaj Durmitor. Zachęcam Was do przeczytania mojej relacji i jak najbardziej oczywiście namawiam Was na wyprawę w to miejsce.

Mam na imię Dorota i od kilku lat jestem miłośniczką Czarnogóry. Na co dzień od wielu lat mieszkam w Irlandii. W wolnym czasie zdobywam szczyty irlandzkich Gór Wicklow, zbieram grzyby i od roku uczę się języka serbskiego. Od ostatniego pobytu w Czarnogórze towarzyszy mi tryb „Polako, Polako…”, a więc jak się domyślacie, cały czas mam jakieś zaległości. Dodatkowo zostałam zarażona pozytywnym myśleniem, więc czuję się po prostu wspaniale. [Dziękuję!!!]

Ponad rok temu trafiłam do grupy Czarnogóra Wakacje. Dodałam tam krótką relację z mojego pobytu. Zamieniłam kilka słów z administratorem grupy - Darkiem. Darek napisał: „Przyjedź w przyszłym roku do Dobrej Vody. Pójdziemy na Rumiję”. [Dlaczego nie?]. Tak naprawdę wcześniej w tym rejonie byłam tylko raz. Było to dawno i odwiedziłam tylko Stary Bar, cerkwie Św. Jana i 2 000 – letnią starą masline.

Po tygodniowym pobycie w Zatoce Kotorskiej, zmieniłam lokalizację na Dobra Voda. I dni zaczęły uciekać szybciej niż się spodziewałam. Dosłownie każda godzina była wypełniona. W pierwszy dzień plaża i objazdówka po okolicy w miłym towarzystwie. [Dziękuję i Serdecznie pozdrawiam!!!]. Dzień drugi – wędrówka ze Starego Baru do Turcini. W niedalekiej przyszłości zamierzam opisać Wam i tą wyprawę. Kolejne dwa dni spędziłam nad Jez. Szkoderskim z Darkiem. To byly dwa cudowne dni , niesamowite wrażenia i mnóstwo ciekawostek, i informacji. Wszyscy, którzy byli na tej wycieczce, na pewno zgodzą się z tym co napisałam. I zanim się obejrzałam, został mi już tylko jeden dzień na Rumije. Nie chciałam iść sama, ale niestety nie było chętnych na tą wyprawę. Byłam już na tyle zdesperowana, że w ostateczności postanowiłam wybrać się tam sama. Szczerze mówiąc nie byłam już w najlepszej formie, a więc nawet nie marzyłam o podejściu ze Starego Baru. Miałam za sobą kilka wędrówek w Zatoce Kotorskiej i dwa razy potłuczone kolano. Zdecydowanie postanowiłam wjechać na 900 metrów i stamtąd wyruszyć. I tak zupełnie jakoś tak pod górkę było z tą Rumija, a ja jeszcze nie rozpoczęłam nawet podejścia. [Dosłownie]. Okazało się, że w ten dzień nie będzie dla mnie transportu. Jednak szczęście się do mnie uśmiechnęło. Darek postanowił dotrzymać mi towarzystwa. Takiej niespodzianki na zakończenie mojego urlopu, zupełnie się nie spodziewałam.

Dzień wyprawy, 14 wrzesień 2021 – mój ostatni dzień w Czarnogórze.


Wjazd wywołał u mnie wiele emocji. Zwłaszcza cofanie do tyłu pod górkę. Nie pytajcie, co…gdzie i dlaczego? [Hahaha].

Droga jest wymagająca i jest pewien odcinek, na którym brakuje asfaltu. Zdecydowanie tylko auto o wyższym zawieszeniu z napędem 4 na 4 lub VW Golf 2. I zupełnie nie żartuje z tym golfem. Widziałam takiego przed Rumiją, i nie tylko tam.
Podczas wjazdu chwilami miałam ochotę zamknąć oczy, ale widoki po drodze były tak piękne, że naprawdę byłoby żal nie patrzeć. [„I bądź tu mądry, i pisz wiersze…”].


I jakie było moje zaskoczenie, kiedy podczas tego podjazdu zobaczyłam z góry wąwóz, którym szłam dwa dni wcześniej idąc ze Starego Baru do Turcini. Strasznie korciło mnie wtedy , aby wejść pod górę…
I dojechaliśmy na 900m. Wyszłam z auta…Słyszę szelest…Pierwsza myśl – żółwie! Oj na tej wysokości to chyba jednak nie…Nie były to żółwie, ale żmija. To właśnie przez żmije nie poszłam na Pestingrad w Zatoce Kotorskiej. Do tej pory żałuję, ale dla mnie samotnie wędrującej, było to zbyt ryzykowne. [Tak, zrobiłam wiele wędrówek w Zatoce Kotorskiej zupełnie sama]. Lokalny znajomy zdecydowanie kazał poszukać sobie towarzystwa na tą wyprawę lub być bardzo ostrożnym. W Górach Dynarskich występuje żmija nosoroga, która uważana jest za jedną z najbardziej niebezpiecznych. Żmija nosoroga bardzo lubi kamieniste tereny z krzakami, a we wrześniu możemy się jej spodziewać również na drzewie, kiedy to poluje na ptaki. Moja żmija, którą zobaczyłam, jak szybko się pojawiła, tak i szybko zniknęła.[ Na szczęście!!!] I podobno, nie tak łatwo ją spotkać. Nie mam tutaj na celu Was straszyć, ale chcę tylko uświadomić z istniejącego zagrożenia. Zalecana jest duża ostrożność.

Przy wejściu na szlak stoi tradycyjny znak informacyjny, a obok niego powinny być kije. Warto w taki kij się zaopatrzyć, jeżeli nie posiadacie własnych kijków trekkingowych. Kij na pewno bardzo przyda się przy schodzeniu. Naprzeciwko znaku jest taka mini cerkiewka i zaczyna się szlak. Na początku ścieżka jest dosyć szeroka i kamienista. W miarę jak pokonywaliśmy odległość, ścieżka robiła się coraz bardziej wąska. Później weszliśmy w las, w którym rosną piękne dęby i czarne sosny. Niektóre drzewa są oplecione bluszczem. Bluszcze zawsze kojarzą mi się z Irlandią. Mam je u siebie nawet w ogródku. Im wyżej, tym piękniej i coraz bardziej stromo. Na ścieżce jest mnóstwo ruchomych kamyków. Trzeba być ostrożnym.

W drodze na Rumije możemy nie tylko podziwiać piękne widoki, ale poczuć zapach ziół takich jak rozmaryn, szałwia i tymianek. W tym czasie rozmaryn przepięknie kwitnie. Wokół roślinności możemy dostrzec pszczoły, szerszenie i fruczaka gołąbka. Fruczak gołąbek należy do motyli. Zachowaniem przypomina kolibra, gdyż spija nektar z kielicha kwiatów za pomocą ssawki, unosząc się w powietrzu. Wokół Rumiji rośnie też mnóstwo jeżyn, które są przepyszne. Nie muszę Wam chyba mówić, że trochę ich pojedliśmy.[ Samo zdrowie!]
Przed ostatnim podejściem na Rumije znajduje się miejsce, które wygląda jak taka mini polana. Rośnie tam piękna soczysta trawa i mnóstwo kwiatów, nad którymi dzielnie pracuje całe latające towarzystwo, o którym wspomniałam wcześniej. Jest to idealne miejsce na ostatni odpoczynek. Z tego miejsca mamy cudowny widok na Jez. Szkoderskie i Albańskie Góry Dynarskie. W tym miejscu Darek obiecał dłuższy odpoczynek i tak też się stało.
Ostatni odcinek podejścia był ze sporą adrenaliną. Dla mnie to był trudny moment. Tak, aby było ciekawiej poszliśmy lekko na skrót. Oczywiście byłam zupełnie nieświadoma, a jeszcze bardziej przerażona. [Haha]. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy miałam w głowie tylko jedną myśl…[Jak ja stąd zejdę???]

Kiedy docieramy na szczyt wyłania się słynna metalowa cerkiew. Każdy kto chodź trochę do tej pory interesował się Rumija, na pewno ją widział na niejednej fotografii. Cerkiew została wzniesiona, a właściwie przyleciała na Rumije w 2005r. na polecenie Amfilochiusza, serbskiego biskupa prawosławnego i metropolity Czarnogóry i Przymorza. Wszystko odbyło się bez żadnych pozwoleń. Cerkiew miała być symbolem i połączeniem serbskiego Kościoła Prawosławnego z wyznawcami prawosławia w Czarnogórze. Do tej pory jest to dość kontrowersyjna sprawa. Rumija to święta Góra. Jest świętym miejscem nie tylko dla prawosławnych, ale również dla katolików i muzułmanów.

Jaki jest widok z Rumiji? Nie jestem wstanie Wam go opisać… Jest tak cudowny, że po prostu nie da się tego zrobić. Z jednej strony Jez. Szkoderskie i widok na Albańskie Szczyty Gór Dynarskich. Z kolejnej myślę, ze najlepszy widok na miejscowość Bar i Adriatyk. Czy znacie drugie takie miejsce gdzie jednocześnie można zobaczyć Jez. Szkoderskie, a za chwilę Adriatyk? Z kolejnej znów widok na Pasmo Rumija, a po przeciwnej stronie przy dobrej pogodzie Lovcen i Durmitor. Myślę, że jest to jeden z najlepszych widoków na dużą część Czarnogóry. Szczerze mówiąc byłam tak oszołomiona widokiem i było we mnie tyle emocji, że nawet nie chciało mi się jeść. Na szczycie w metalowej puszce jest zeszyt, a więc warto zostawić po sobie jakiś ślad.
Co do samego zejścia, nie było tak trudno jak sobie wyobrażałam. Na tych bardziej stromych odcinkach, owszem ciężko, ale kije dają dużą pomoc. I myślę, ze zejście byłoby jeszcze szybsze, gdyby nie historia z pewną wystającą skałą, na która Darek postanowił wejść. I powiem Wam jeszcze , że nawet przeprowadził z niej relacje na żywo. A później jakimś cudem znalazł się dużo niżej niż ja. Darek czekał za mną, a ja za nim. I kiedy Darkowi znudziło się czekanie za mną, zaczął ponownie wspinać się w moim kierunku. Darku, to była kara za skrócenie sobie ścieżki [Haha]. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy myślałam, że spadłeś z tej skały.
Kiedy zeszliśmy z Rumiji, to nie był koniec atrakcji. U podnóży Góry Rumija znajduje się Monastir Svetog Sergeja Radonezskog . Jest to rosyjski klasztor żeński. Wieżyczki klasztoru są złote i pięknie mienią się w słońcu. Niestety ja już nie miałam czasu, aby wejść do sióstr zakonnych, ale na pewno zrobię to następnym razem. Później przejechaliśmy drogą za klasztorem i dotarliśmy do ukrytego wodospadu. Przy wodospadzie znajdują się prawosławne płaskorzeźby. Niesamowite miejsce, które warto zobaczyć. W tym miejscu śmiało można napełnić butelkę czystą, górską wodą. [Smakuje wybornie].
I tutaj moja przygoda z Rumija się kończy, a jednocześnie zaczyna…[Będę tam znów w przyszłym roku!]

Darku, dziękuję Ci bardzo za wyprawę na Rumiję. Wiesz, że było to moje marzenie i bardzo mi zależało. Emocje jakie towarzyszyły mi tego dnia, przeszły moje wszelkie oczekiwania. To co zobaczyłam i przeżyłam będę wspominać bardzo długo.
Dziękuję również za zarażenie mnie pozytywnym myśleniem. Pozytywne myślenie potrafi zdziałać cuda!

I oczywiście…
VIDIMO SE SLEDEĆE GODINE…

Dora

ZAREZERWUJ WYCIECZKĘ SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI